Jak zmniejszyć spalanie

Ceny paliw pokonują kolejne bariery psychologiczne i zdają się dążyć do nieskończoności. Co prawda na podwyżki benzyny narzekają często te same osoby, które kiedy indziej mówią „mam w dupie czy spali litr mniej czy więcej” albo „gaz jest dobry do zapalniczek”, ale to osobny temat. Tutaj zajmiemy się tym co zrobić, ale nasze auto paliło mniej.

Ogólne założenia ekonomicznej jazdy zawarłem w poprzedniej zakładce – Eco Driving. Teraz zajmiemy się praktyczną stroną oszczędzania.

Temat spalania sprowadza się właściwie do trzech aspektów – efektywności przyspieszania, unikania hamowania i oporów podczas jazdy.

1. Przyspieszanie

Silnik spalinowy największą sprawność, a więc najlepszy stosunek uzyskanej energii do spalonego paliwa uzyskuje teoretycznie w okolicach najwyższego momentu obrotowego. Dla silników benzynowych oznacza to nie żałowanie silnikowi obrotów i kręcenie go nawet do 4 tys. obr/min ze zdecydowanym otwarciem przepustnicy (czyli pedału gazu). W turbodieslach silnik ciągnie mocniej od dołu i maksymalny moment jest w szerokim zakresie ok. 1500 – 3500 RPM.

Wszystko fajnie, ale intuicja podpowiada nam, że ciągła jazda na wysokich obrotach z gazem prawie w podłodze ma z ekonomią niewiele wspólnego. Istotnie – bo to nie o to chodzi, aby tak cały czas jeździć, a jedynie przyspieszać. Wtedy mimo bardzo dużego chwilowego spalania, auto osiąga zamierzoną prędkość w kilka chwil i łączna ilość paliwa użytego do rozpędzania jest niewielka.

Jeżeli nie mamy obrotomierza albo nie wiemy przy jakich obrotach nasze auto ma najwyższy moment, musimy się orientować na słuch. Lepiej utrzymywać obroty trochę za niskie niż za wysokie, w benzynowcach proponuję rozpędzać się w zakresie ok. 2200 – 3500, a dieslem ok. 1700 – 3000 RPM.

Istotne jest stopniowe wciskanie gazu wraz ze wzrostem obrotów – nie deptamy za mocno przy niskich obrotach (silnik, a zwłaszcza wał tego nie lubi, poza tym i tak nie ma dużej różnicy w przyspieszeniu, a komputer automatycznie opóźni zapłon co tylko zmniejsza jego sprawność), stopniowo wciskamy mocniej, a gdy czujemy że auto zaczyna „fajnie” iść dajemy gaz prawie do końca i za chwilę szybko wrzucamy wyższy bieg.

Nie warto wciskać pedału całkiem „do dechy” – komputer specjalnie wzbogaci mieszankę mając głęboko gdzieś nasze wydatki na paliwo. Zupełnie bezsensowna i kosztowna dla portfela jest stała jazda na wysokich obrotach z lekko wciśniętym pedałem – wtedy sprawność energetyczna silnika jest dramatycznie niska. Jak już kręcimy wysoko, to należy jechać możliwie dynamicznie i jak najszybciej zmienić bieg.






13 odpowiedzi na „Jak zmniejszyć spalanie

  1. Kret pisze:

    Bardzo przyjemny artykuł. Lekki, ale konkretny zarazem. Żadnego lania wody, ale z utrzymanym humorem.
    Jedynie w samej końcówce autora chyba poniosła fantazja (2 litry na setkę). Owszem, 3 litry są w zupełności możliwe, ale dwa chyba jeszcze nie do końca, może pomijając jakieś eksperymentalne bolidy typu VW Ecosport. ;-)
    Pozdrawiam i dziękuję za garść przydatnych porad!

    • Arek pisze:

      Autora nie poniosła fantazja. W ub. roku testowano samochody w ekonomicznej jeździe i na odcinku 300 km wygrała Skoda Green – średnio wyszło na 100 km trochę ponad 1,8 litra. Czyli spaliła 1,8x l/100km. Szczegółów nie znam, ale pewnie gdzieś będzie pisało o tym w necie.

      Dodałbym jeszcze jeden podrozdział „Krótkie piesze odcinki”.

      Autor nie jeździ krócej niż 10 km. W porządku. Gdyby jeździł do hipermarketów odległych o 2-3 czy 4 km od domu, w dodatku w zimie, to okazałoby się, że samochód spaliłby mu 2x tyle paliwa ile podaje. Albo i więcej. Obecnie następuje automatyczne wzbogacanie paliwa przy nierozgrzanym silniku, które po kilku kilometrach obniża się, ale i tak na krótkich odcinkach, w zimie ciągnie jak smok. Gdzieś wyczytałem, że silnik jest rozgrzany po ok. 15 km normalnej jazdy (rozumiem, że poza miejskiej). Więc na krótkich odcinkach jazda odbywa się na zimnym silniku i komputerowo zwiększonym zużyciu paliwa. Jeśli chcemy zaoszczędzić – lepiej się przejść 2km to 20 minut na piechotę. Lepiej dla kieszeni i duuużo lepiej dla zdrowia.

      Kolejny podrozdział to „Omijanie korków”.

      Zanim wyjeżdżam na miasto sprawdzam na Targeo obciążenie ruchem aktualne i przewidywalne na czas mojego przejazdu. Jeżeli jest to możliwe – omijam czarne i czerwone paski oznaczające prędkość ruchu 0-8 km/h i 8-15 km/h. To ostatnie jeszcze spoko, prędkość aż czapkę z głowy zwiewa! Z miesiąc temu, przy dobrej nawierzchni musiałem w południe przejechać koło dworców PKP i PKS w Kielcach – MAAASAAAKRAAA!!! Odcinek około 500 metrów jechałem przez 25 minut. Czyli z prędkością – policzmy szybko: 0,5 km / (25/60) godz. = 30/25 km/godz. = 6/5 = 1,2 km/h. Gdybym się czołgał na pewno byłbym przebył go szybciej. Silnik pracował non-stop. Jedynka, przejechanie kilkudziesięciu cm do przodu, czekanie, jedynka, ciut do przodu, czekanie. Autora proszę o zgrubne wyliczenie, ile kosztowała mnie ta 25-cio minutowa dworcowa eskapada. I ewentualnie, jaka jest różnica w stosunku do 25 minut pracy silnika na biegu jałowym.
      Mając na uwadze stratę czasu, paliwa, a nade wszystko ogromne zużycie układu napędowego w trakcie takiej jazdy, wybieram w miarę dobry i ekonomiczny objazd czyli drogi zaznaczone na żółto i zielono (to już powyżej 80 km/h!) – mniej spalę, szybciej dotrę do celu i mniej zużyję samochodu.

      Dalszy podrozdział „Nie prowadź samochodu zdenerwowany”.

      Chyba oczywiste jest, że człowiek zdenerwowany nie jest w stanie utrzymać spokojnej jazdy, z przewidywaniem ruchu i przeszkód na drodze w takim stopniu jak człowiek spokojny, koncentrujący się na jeździe. Ma kanciaste ruchy, nie ma normalnej koncentracji, a im bardziej jest wzburzony, tym bardziej chaotyczna jest jego jazda. Tym szybsze ruszanie, tym agresywniej prowadzi samochód. W moim przypadku do ok. 20% skrzyżowaniowego paliwa więcej dodaje się kolejne ok. 20-25% więcej paliwa. Nie wiadomo skąd! ;) Stwierdzenie tego faktu powoduje, że przed jazdą staram się wyciszyć, żeby nie zatruwać atmosfery dodatkową emisją spalin, a przy okazji zaoszczędzić pieniądze na szczytniejszy cel niż bezcelowe przepalanie benzyny.

      ***
      Natomiast nie zgodzę się ze stwierdzeniem autora ” że uda nam się zbliżyć spalaniem w mieście (ale raczej nie w godzinach szczytu) do tego uzyskiwanego na trasie”. Hola, hola! Nie ma korków, ale są skrzyżowania. Przy sygnalizacji bezkolizyjnej to dość długi czas oczekiwania i krótki przejazdu dla danego potoku ruchu, co powoduje, że mała ilość pojazdów opróżnia kolejkę oczekujących. Przy krótkich jazdach do kilku km, w tym sporych odcinkach bez skrzyżowań, trafienie na „czerwoną falę” powoduje, że samochód spala mi ok. 20% więcej niż przy przejeździe „zieloną falą” tą samą trasą i tym samym sposobie jazdy. Może nie do końca eko, ale w miarę spokojnej. Jeżeli więc autor nie wyłącza silnika stojąc na czerwonym świetle, w dodatku MUSI ruszyć od prędkości zerowej – to, i teoretyczne wyliczenia, i praktyka dowodzą, że nie da się uzyskać takiego samego zużycia paliwa, jak w jeździe pozamiejskiej. Kolejna rzecz – optymalna prędkość i rozgrzany silnik. Zależy na jakie odległości jeździmy po mieście i jakie są ograniczenia prędkości. Generalnie mamy max 50 km/h odcinkowo zmniejszaną do 30-40 lub zwiększaną do 70-80 km/h. Poza miastem mamy 90-100 km/h lub na expresówce, by już nie wchodzić w autostrady, do 120. Jak w mieście osiągnąć prędkość optymalną i do tego rozgrzany silnik?

      Panie Sławku, puk, puk… Proszę o wyliczenie zużycia paliwa przy przejechaniu 20 km poza miastem z optymalną prędkością i na w miarę nagrzanym silniku (jakiś czas przez miasto jadąc, silnik zdążył się trochę podgrzać). Oraz zrobić podobne wyliczenie dla jazdy po mieście od wyjazdu z garażu również 20 km zakładając, że co 1 km jest skrzyżowanie i:
      a) pędzony „zieloną falą” goni Pan z prędkością 45 km/h;
      b) korzystając z wyższego biegu łamie Pan przepisy jadąc odcinkowo 65 km/h, ale za to czekając na skrzyżowaniu, bo przyjeżdża Pan za szybko;
      c) spiesząc się łapie Pan „drugą zieloną falę”, przyjmijmy, przy prędkości odcinkowej 85 km/h.
      Ciekawią mnie różnice, a nie chce mi się tego wyliczać samemu. Gwoli opcji jazdy „c”, dodam, że na całej trasie nie przejedzie Pan czysto przez wszystkie skrzyżowania, gdzieś tam trzeba będzie stanąć, poczekać i ruszyć od zera. Załóżmy też, że do pokonania są zakręty, których niemało jest w mieście, a na trasie pozamiejskiej pojawiają się raczej tylko przy zjazdach. Zakręcając pod kątem 90 stopni trzeba samochód wyhamować i znowu rozpędzać. To proszę również uwzględnić, gdyby chciał Pan poobliczać. Ja swoją drogą jakiś taki eksperyment zrobię, że wyjadę na obwodnicę i wrócę rogatkami miasta z zachowaniem zasad eko. Może sam się przekonam, że nie mam racji i obie trasy w zbliżony sposób zużyją mi paliwo.

      Pozdrawiam serdecznie i gratuluję ciekawego artykułu!

      • Kierownik pisze:

        Akurat obecnie jeżdżę niecałe 5km w jedną stronę i faktycznie spalanie jest duże (zwłaszcza że mamy zimę). Ale w sprzyjających warunkach można w spalaniu miejskim zbliżyć się do wyników na trasie i mówię o tym z własnego doświadczenia:
        Auto – Nissan Sunny 1.7d, miasto Wrocław, spalanie ok 4 – 4.5l / 100km. Na trasie (prędkość ok 90km/h) spalanie takie samo.

        Oczywiście nie na krótkich trasach, nie zimą i nie w korkach. Ale wystarczy trzymać się kilku prostych zasad:

        – znajomość sygnalizacji (kolejność świateł dla poszczególnych kierunków), zwłaszcza z pomocą odmierzaczy pozwala na przejeżdżanie skrzyżowań praktycznie bez zatrzymania,

        – nie rozpędzanie się niepotrzebnie (i tak średnia w mieście to w najlepszym razie 30 km/h) tak że nawet jeśli nie mamy szans na przejazd bez zatrzymania, to dotoczymy się na luzie z minimalną prędkością

        – prędkość optymalna to nie musi być wcale conajmniej 90 km/h (lub więcej dla dużych silników) z delikatną jazdą na wysokim biegu. Kiedyś Jaguarem XJ6 z silnikiem 3.2l najniższe spalanie udało mi się osiągnąć nie przekraczając 90 i używając praktycznie tylko trzeciego biegu (i dużo luzu), nie oszczędzając żadnego z 200 koni pod maską.

      • gax pisze:

        Misiu do hipermarketu nie chodzisz po kilka bułek ale po dość spore zakupy…i co? siaty na grzbiet i jazda do domu?…nawet przez 2 km.
        Inna sprawa…piszesz że zdrowiej? w zanieczyszczonym wdychanym miejskim powietrzu? pomyśl zanim podobne bzdury napiszesz

        • urwa pisze:

          nie potrafisz robić zakupów tak aby miec wszystko pod ręką i nie wychodzić ze sklepu z 100kg siatami to twój problem – benzynka juz po 5,45zl, powodzenia

      • endrju333 pisze:

        Teeee znawca eco-drivingu i przepisów ruchu drogowego. Te twoje prymitywne wypociny mają się nijak do rzeczywistości. Otóż dla twojej głębokiej niewiedzy – w Polsce w obszarach zabudowanych maksymalna prędkość to 50km/h, poza obszarem zabudowanym 90km/h, na drogach szybkiego ruchu 110km/h, a na autostradach 140km/h. Poza tym jak dla mnie do obliczenia twojej głupoty podałeś trochę za mało danych he he

  2. Arek pisze:

    Zapomniałem o jeszcze jednym podtemacie, a przypomniał mi się on gdy przeczytałem arta – http://eko-jazda.info/jazda-optymalna/ .
    Chodzi o — unikanie mandatów —.

    W tym roku mamy podwyżkę zakupu takiego mandatu, więc lepiej ich nie kolekcjonować w trosce o wypasiony portfel własny. Jak podają służby kontrolujące, fotoradary mają tolerancję 10 km/h powyżej maksymalnej prędkości. Z kolei nieoznaczone samochody z video radarami dają tolerancję 25-30 km/h na autostradach. Wystarczy więc albo trzymać się ograniczeń (nie zawsze się da ściśle, ze względu na nieprzemyślane lub wręcz głupio postawione oznakowania), albo pilnować podawanych przez kontrolerów tolerancji. Policzmy, ile spalamy paliwa miesięcznie i ile ono kosztuje oraz jaki odsetek kosztów paliwa wyniosą ewentualne mandaty. Przy kosztach finansowych, wynikłych z nieprzyjęcia mandatu i dochodzenia swojej sprawy w sądzie, warto uwzględnić koszt czasowy i strat finansowych wynikłych z kosztu czasowego (nie zarabiamy dojeżdżając do sądu i wracając, czekając na rozprawę i czas samej rozprawy, do rozprawy trzeba się przygotować merytorycznie).

    Unikając mandatów unikamy sporych wydatków. Nawet gdy zasady eko zostaną trochę złamane i wypalimy ciut więcej paliwa.

    Pozdrawiam raz jeszcze!

  3. obserwator pisze:

    Zazwyczaj nie zostawiam komentarzy w takich miejscach, ale teraz zwyczajnie nie potrafię się powstrzymać.

    Niektórzy z was to IDIOCI! Dodam, że ‘idiota’ to termin naukowy. Człowiek napisał naprawdę dobry artykuł. Dla normalnego człowieka nie ma się do czeg doczepić, ale niektórzy oczywiście muszą. Czy macie jakiś osobisty problem? Nikt normalny i szczęśliwy nie pisze wypocin obalających każdą teorię. Więc ci, któzy pragną doczepić się do każdego szczegółu w tym artykule – uspokójcie się. Ten artykuł to jedynie sugestie, które POMAGAJĄ – to nie magiczne zaklęcie, a jedynie POMOC. Więc nie trzeba analizować każdego szczegółu i rozmyślać o tym, że autor nie wziął pod uwagę 374 zdarzeń losowych, które podniosą spalanie.

    P.S. Pozdrowienia.

  4. antur pisze:

    Naprawdę bardzo konkretny i praktyczny artykuł. Skorzystam na pewno z kilku sugestii i może uda mi się dorównać mojemu zięciowi w oszczędnej jeździe.

  5. Tomek pisze:

    Szefuniu,
    artykuł super, tylko zapominałeś napisać o „niepotrzebnym rozgrzewaniu silnika po uruchomieniu”.
    Powinno się wsiąść zapiąć pasy, uruchomić silnik, włączyć światła i w drogę.
    Dopiero później radyjko, klimatyzacja (choć też wpływa na zużycie paliwa) itp.
    To wbrew pozorom także zaoszczędza sporo paliwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*


*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>